|
W „The last time i saw Paris”
Richarda Brooksa (II) z 1954 roku, jako Paul wystąpił - przyćmiony blaskiem Liz Tylor, Evy Gabor
czy Vana Johnsona - Roger Moore. Paryż był tam jedynie tłem bardzo wzruszającego dramatu,
ale zaprezentowane największe wdzięki stolicy Francji po dziś dzień pozostały w zasadzie bez zmian. Zginęły przede wszystkim słynne paryskie hale targowe, a na ich miejscu wyrosło
Centrum Pompidou.
Późniejszy „Święty”, Simnon Templer- znaczy się i wielokrotny James Bond, agent 007 dla niepoznaki, wracał tu nie raz, nie dwa. Za to jak wracał! W jakim stylu!
Skakał z wieży Eiffela na płynący Sekwaną statek wycieczkowy, zjeżdżał schodami wiodącymi na Montmartre, bił podłych rzeźmieszków nieomal na stopniach Luwru, przelatywał pod Łukiem Tryumfalnym i pod wieloma z mostów na Sekwanie bezustannie kogoś ścigając ulicami miasta.
Paryż jest dzisiaj- obok Nowego Jorku- najbardziej wiernym filmowcom miastem. „Paryskich” obrazów nie są w stanie zliczyć nawet najwięksi fani.
Ostatnim wielkim hołdem złożonym miastu był nakręcony trzy lata temu film „AngelA” Luca Bressona z Rie Rasmussen z doskonałym jak zawsze Jamelem Debbouze. Zdjęcia kręcono w sierpniu, tuż po wschodzie słońca. Miasto w tym obrazie wydaje się straszliwe opustoszałe. Ale taki w tym miesiącu o świcie jest właśnie Paryż- opuszczony przez mieszkańców, którzy udają się na urlopy, a jeszcze nie wypełniony gwarnymi rzeszami różnokolorowej ciżby turystów, odsypiających nocne uciechy, jakie im oferowała stolica stolic.
Inny jest Paryż nocą. Inny za dnia. Bo chociaż miasto nigdy nie zasypia, właśnie w sierpniowe ranki daje sobie długo oczekiwany odpoczynek. Ale już dwa tysiąclecia z rzędu „płynie, lecz nie tonie”, jak głosi dewiza dawnej celtyckiej osady Lutetia, której nazwa oznacza „miejsce podmokłe”, co dzisiaj, z perspektywy lat i paryskich wzgórz może niejednego zadziwić.
A co należy zobaczyć w Paryżu? Najprostsza odpowiedź brzmi: wszystko!
Nie można nie wjechać na wieżę Eiffela – najchętniej odwiedzane miejsce świata, gdzie rokrocznie fotografuje się co najmniej siedem milionów przybyszów. Nie można nie wstąpić do Luwru – muzeum, które odwiedza niespotykana gdziekolwiek indziej liczba gości. I to nie tylko dla tajemniczego uśmiechu Mony Lizy, czy osiągających astronomiczne ceny płócien abstrakcjonistów.
Skuszą przybysza na pewno Les Chaps Elysees – piękna i elegancka esplanada, tryumfalny trakt wiodący do- wzorowanego na rzymskich- Łuku Tryumfalnego, na którego murach wyryte zostały nazwy kilku polskich miejscowości, miejsc chwały francuskiego oręża. Od 1921 roku znajduje się w nim Grób Nieznanego Żołnierza, który stał się prekursorem wszystkich innych tego rodzaju monumentów.
Ale więcej o wielkiej i świetnej przeszłości miasta powie zapewne Pere-Lachaise – najczęściej odwiedzana nekropolia globu, w której spoczywają największe osobistości ostatnich dwu stuleci: Chopin, Balzak, Mogdiliani, Morrison…
Paryskie kościoły to dzieło same w sobie. Katedra Notre-Dame, Les Invalides czy ostatni wzniesiony za publiczne pieniądze w chwili narodzin III Republiki w miejscu artyleryjskiego parku Paryskiej Komuny- Sacré-Coeur.
Turystycznych tras paryskich jest doprawdy bez liku. Lecz mimo starań swych inicjatorów wiele ważnych i godnych obiektów paryskiej stolicy zostaje pominiętych. Po prawdzie zobaczyć je wszystkie nie sposób. Lat by było na to mało, nie dni…
Jednym z ciekawszych pomysłów, z jakimi się ostatnio spotkałem był przewodnik Philipa Freriksa „Południk Paryża. Fascynująca wędrówka przez stolicę Francji”, proponujący zwiedzanie miasta wzdłuż pierwszego w dziejach ludzkości Południka Zero, „skradzionego” później przez Brytyjczyków i przesuniętego znad Sekwany do podlondyńskiego Greenwich.
KML
|