Menu Content/Inhalt
Krawcowa z Hoi An PDF Drukuj Email

 Hoi An. Niewielkie, wietnamskie miasteczko, położone na wybrzeżu Morza Południowochińskiego, które między XVIII a XIX w. było jednym z głównych portów handlowych ówczesnych Indochin. Przypływali tu Duńczycy, Chińczycy, Portugalczycy i Japończycy. Handel kwitł. Do dnia dzisiejszego zachowała się przepiękna kolonialna architektura miasteczka. Wąskie uliczki, niskie domki, widoczne wpływy chińskie w architekturze domów i sklepów, japońskie mosty łączące poszczególne dzielnice.

hoi_an.jpg Miasteczko tak urocze, że bardzo upodobali je sobie wietnamscy artyści. Na każdym kroku aż roi się od galerii z obrazami, sklepów z rzeźbami i ręcznie tkanymi materiałami. Nawet uliczne zaułki, bary i restauracje są swoistymi galeriami sztuki – zwykle przepięknie ozdobionymi, z wiszącymi na ścianach obrazami, fotografiami, płaskorzeźbami z nazwiskami miejscowych artystów. W tym około 75-tysięcznym miasteczku aż 800 obiektów to zarejestrowane zabytki historyczne: domy, sklepy, pagody, świątynie, mosty. Wszystko przetrwało dzięki temu, że jakimś cudem Hoi An omijali wojenni najeźdźcy. Okolice miasta były niemalże kompletnie zniszczone. Znajdujące się w pobliżu ruiny świątyni My Son to właściwie tylko zgliszcza. Nie ma wiele do oglądania. Świątynia została zbombardowana podczas amerykańskich nalotów. W czasie II wojny światowej na Indochiny (a dokładniej na Wietnam, Laos i Kambodżę) zrzucono 13 mln ton bomb łącznie o sile 450 razy większej niż bomba atomowa zrzucona na Hiroszimę. Trudno wyobrazić sobie ten ogrom, dopóki prosta matematyka nie wskaże, że ta liczba oznacza 265 kg bomb w przeliczeniu na każdego mieszkańca (wliczając dzieci, starców).
 
Patrzę na malownicze uliczki Hoi An i nie wiem, jakim cudem przetrwało. Najpiękniej jest wieczorem, gdy niemal każdy dom, sklepik, restauracja jest oświetlona kolorowymi, papierowymi lampionami w chińskim stylu. W połączeniu z kolonialną architekturą niskich budynków tworzy to niepowtarzalny klimat. Szkoda wracać do hotelu, by nie stracić nic z atmosfery miasteczka.

 Ale... Muszę być szczera. Nie z tego powodu nie mogłam się doczekać wizyty w Hoi An. Otóż, jest to ojczyzna wietnamskich krawców i raj zakupowy nie tylko dla turystów, ale także miejscowych. Słyszałam o tej miejscowości wcześniej, ale wszystkie wiadomości traktowałam nieco z przymrużeniem oka. Były tak niesamowite, że wydawały się niemożliwe. Nic podobnego. W Hoi An wydaje się, że każdy jest krawcem. Miejscowi rzemieślnicy mają swoje sklepiki prawie na każdym rogu i można zamówić u nich dosłownie wszystko: od sukienki w typowo azjatyckim stylu, po super nowoczesną europejską kreację, suknię balową, garnitur z kaszmiru, płaszcz zimowy, sportowe spodnie, itp. Najciekawsze jest jednak to, że wszystko może być uszyte już na następny dzień, a ceny są bardziej niż atrakcyjne. Można wybrać wzór, materiał, podać nazwę hotelu, w którym się mieszka i następnego dnia ubrania będą czekały w recepcji. Nie mogłam w to uwierzyć. Musiałam coś zamówić do uszycia, by się przekonać.

hoi_an2.jpg Postanawiam więc: sukienka. To takie uniwersalne. Kupię jedną w azjatyckim stylu na pamiątkę i zobaczymy czy opowieści, które słyszałam, są prawdziwe. Sklepów i zakładów krawieckich jest całe mnóstwo. Wchodzę więc do pierwszego z brzegu, żeby nie tracić czasu i.... no właśnie...i tu zaczyna się istne szaleństwo. Zamawiam jedną sukienkę. « Mała czarna » z wietnamskim akcentem, przyda się po powrocie do kraju na różne okazje - stwierdzam. Pani krawcowa dokładnie mnie mierzy i grzecznie pyta czy chciałabym coś jeszcze zamówić. Ceny w Hoi An są zachęcająco niskie, w Polsce nie ma szans na taką okazję. Myślę : Nie, dziękuję, wystarczy, a... pytam: A jakie ma Pani jeszcze inne materiały? Ha! I tu znów zaczyna się zabawa. Czarny jedwab, śliczny! Ok, jedna czarna już zamówiona, a Pani mówi, że będzie mi ładnie w czerwonym. Skoro tak, to poproszę czerwoną. Krawcowa patrzy uważnie i pyta: To w takim razie czarna czy czerwona?. Zazwyczaj kiedy muszę wybierać - biorę jedno i drugie. Poproszę czarną i czerwoną, i proszę pokazać mi jeszcze ten śliczny beżowy materiał. O rany! Czuję, że przydałaby się teraz jakaś katapulta, żeby mnie stamtąd wyrzucić. Podoba mi się jeszcze jesienna sztruksowa kurteczka. Mają tylko czarną, rozmiar prawie mój, ale... wolałabym brązową i chyba bardziej dopasowaną. Uprzejma krawcowa zapewnia, że nie ma problemu, zrobią mi brązową i dopasują do mojej figury. Jest popołudnie, a ja wyjeżdżam z Hoi An juto o godz. 8 rano. Nie zdąży, nie ma mowy - myślę – Szkoda... taka ładna... Pani upiera się, że zdąży i o godz. 6.30 rano przyjedzie do mojego hotelu na wypadek, gdyby były jeszcze potrzebne drobne poprawki.

 Nie wierzę. Mówię: Ok, skoro tak, zapłacę jednak jutro, bo boję się, że pracy jest zbyt dużo i termin nierelany, a nie chciałabym wyjechać bez gotówki i bez ubrań. Krawcowa śmieje się pobłażliwie: Nie ma sprawy - jakby nie raz już słyszała takie słowa.

 Wcinam na kolację świeżutkie owoce morza i zastanawiam się, co ja właściwie zamówiłam: Sukienki: czarna i czerwona, do tego jakieś marynareczki, jesienna kurtka, jedna spódnica lniana z haftem... Nie pamiętam, było coś jeszcze... Taki tradycyjny wietnamski strój, jaki noszą tu młode dziewczyny. Nie, dwa takie stroje. Ten drugi z haftem... Było coś jeszcze... Nie pamiętam... Szerokie sportowe spodnie, właściwie to dwie pary: granatowe i bordowe, wizytowa bluzka w chińskim stylu... Nie wierzę! Rozwalę mój budżet całkowicie! Może jednak nie zdążą...

 Rano o 630 dzwoni telefon z hotelowej recepcji. Uśmiechnięta krawcowa  czeka na mnie w holu, zachęcającym gestem wskazuje czekające na stoliku dwie filiżanki zielonej herbaty i prezentuje uszyte ubrania. Piękne! Przymierzam w pokoju, paraduję w nich po hotelowej recepcji. Krawcowa czujnym okiem obserwuje czy są odpowiednio dopasowane. Na koniec podaje mi swoją wizytówkę, oczywiście obiema dłońmi, jak nakazują lokalne dobre maniery. Na wizytówce widnieje adres mailowy i informacja, że możliwa jest również wysyłka zagraniczna.
Hurrraaa!

tekst i fot: Edyta Buchert

 

 

Zmieniony ( 12.01.2009. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Polecamy

baner_malopolska.jpg
australia_kangaroo1_kopia.jpg
kaszuby_polnocne.jpg
¦więtokrzyskie
Sardynia
podlaskie
Kroscienko
warmia i mazury
sadecczyzna
indonezja
mazowsze
tunezja
czechy
cypr
slowacja
rowery
 

Partnerzy

Sardynia
cw
maison
FOTO-NOVA 
111111111111111.jpg
 

Gościmy

Odwiedza nas 11 gości